poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Z jaśką do ludzi...

Kilka dni temu przeczytałem na BBC artykuł o tym, jak to część fotografów odmawia używania sprzetu cyfrowego do fotografii i pozostała przy sprzęcie tradycyjnym.Od jakiegoś czasu powróciłem znów do fotografii klasycznej i powiem szczerze, że argumenty zawarte w tym artykule zgadzają się dokładnie z moimi doświadczeniami. Dla chętnych podaję linkę: http://www.bbc.com/news/magazine-32337778

Moja Yashica 635 i kolegi Yashica Mat EM.

Otóż spacerując po Lublinie i nie tylko z moją Jasią (zdrobniałe określenie mojej Yashici 635), zauważyłem pewien fakt, który zupełnie nie występuje kiedy chodzę z cyfrowymi zabawkami. Otóż ludzie, zwłaszcza Ci starsi, Ci z ciekawymi historiami do opowiedzenia, Ci trochę zwariowani, czyli najciekawsze postaci dla mnie jako fotografującego, widząc Jasię uśmiechają się, są zaciekawieni i otwierają się przede mną znacznie łatwiej niż wtedy gdy na pasku jest oczko współczesnej technologii.

Yashica 635,  Fuji Acros 100, własna chemia.

To co bardzo interesujące to fakt, że już sam aparat może być przyczynkiem do zainteresowania i do początku rozmowy. Wszak moja Jasia ma już jakieś 50 lat, a to kawał fotograficznego czasu. Aparat wzbudza zainteresowanie, a przez niego także moja osoba, jako fotografująca starym/staroświeckim wręcz sprzętem.

Yashica 635,  Fuji Acros 100, własna chemia.

Stary Pan tnący drzewo na opał na podwórku kamieniczki przy Nowym Rynku w Lublinie to jeden z przykładów. Uprzejme podejście, zainteresowanie się człowiekiem, tym co robi, jak żyje, jak sobie radzi zostaje prawie zawsze odwzajemnione. Ludzie potrzebują innych ludzi, ludzi, którzy okażą im zainteresowanie. Tak naprawdę, ten starszy mężczyzna, żyjący w swojej codzienności, zmagający się z nią, był pierwszą osobą, której wykonałem portret i zaczątkiem serii zdjęć ciekawych ludzi. Jestem mu za to wdzięczny, bo otworzył we mnie jakieś zamknięte drzwi, których ja sam jakoś bałem się otwierać.

Starsza Pani sprzedająca ubrania na targu staroci w Lublinie. Yashica 635,  Fuji Acros 100, własna chemia.

Wczoraj, znów na targu staroci, poznałem następnego interesującego człowieka i mam nadzieję, że fotografia, którą mu wykonałem wyjdzie jak należy. Nasłuchałem się przy okazji świetnych historii, jak to za czasów PRLu jeździł po krajach bloku socjalistycznego z Leninem na masce swojego Opla Rekorda. Świetne historie i dużo śmiechu :)

Rzeźbiarz spod synagogi w Tykocinie. Yashica 635,  Fuji Acros 100, własna chemia.

Tak sobie myślę, że moja Jaśka przełamała trochę lęk przed ludźmi jaki drzemał głęboko we mnie. 

niedziela, 26 lutego 2012

Achronologicznie - Markuszów - 3 listopada 2011

Na kirkut w Markuszowie wybierałem się już kilkakrotnie, ale nigdy podróż nie doszła do skutku. Pewnie dlatego, że nie miałem samochodu. Po kupnie auta wszystko wydaje się jakieś bliższe i łatwiej mi się wyrwać z domu. Jadąc do rodziców na Wszystkich Świętych już wyjeżdżając z Lublina zamyśliłem udać się w to miejsce. Dlatego też wstałem wcześnie, by być na miejscu z samego rana. Z domu wyjechałem w okolicach 6-7 rano. Nie miałem pojęcia gdzie jechać poza tym, że widziałem zdjęcia satelitarne Markuszowa i wiedziałem gdzie się na nich znajduje wspomniana nekropolia.

Na miejsce dotarłem bardzo wcześnie i po stwierdzeniu, że jest zbyt mało światła i nie bardzo jest jak dojechać pod sam mur (raczej jego pozostałości) zawróciłem na główną drogę i pojechałem dalej do Radomia, z nadzieją, że podczas powrotu będzie lepsza pogoda i wtedy odwiedzę ponownie Markuszów.

Do Lublina wracałem 3 listopada z myślą, że na 100% muszę się zatrzymać w Markuszowie by odwiedzić kirkut. Znajduje się on kilkaset metrów od głównej drogi, a dojazd bezpośredni jest niemożliwy ze względu na blokadę drogi ustawioną przez właścicieli przyległej posesji. Należy zatem zajechać trochę od tyłu ulicą Łachy i znaleźć przejezdną miedzę, która zawiedzie nas pod sam mur.
copyrights@google.maps, czarna strzałka wskazuje miejsce gdzie znajduje się kirkut w Markuszowie
Z daleka kirkut wygląda jak zaniedbany park, bardzo mocno zarośnięty. Miejsce to jest całkowicie zapomniane i zaniedbane.

Jesień to taka pora roku, która jest idealna do eksploracji takich miejsc, a początek listopada obfitujący w wilgoć, mgły i jeszcze sporą ilość listowia dodaje od siebie niesamowitości. Wchodząc na kirkut poprzez dziurę w murze spłoszyłem spore stado bażantów, przy czym część samic nadal siedziała w zaroślach i przechodząc obok miałem je na wyciągnięcie ręki. W ogóle chodząc po cmentarzu miałem jakieś takie niesamowite wrażenie, z jednej strony totalna cisza przerywana jedynie odgłosem zwierząt, z drugiej obcowanie z pamięcią o przemijaniu.

Mamiya C330 ProS, Kodak Professional Ektar 100
Kirkut był bardzo zarośnięty, przez co miałem wrażenie, jakbym był tu intruzem, a zarośla utrudniając mi drogę broniły dostępu, by nie zdradzić skrywanej tajemnicy.
Mamiya C330 ProS, Kodak Professional Ektar 100
Większość macew jest kompletnie zniszczona. Ząb czasu nie pozostawił po nich wiele, dlatego, że były one betonowe, poza kilkoma wykonanymi najprawdopodobniej z piaskowca, które się zachowały w dobrym stanie. Tylko jedna z betonowych macew jest nienaruszona, a wyrastające zza niej drzewo sprawia niesamowite wrażenie.

Lumix LX3 - tryb slide film
Lumix LX3 - tryb slide film
Yashica 635, Ilford HP5+

Nagrobki rozrzucone są po całym terenie kirkutu, a gruba okrywa liści przykrywa poniektóre. Trzeba mocno się skupić i obserwować by ich nie przeoczyć.
Mamiya C330 ProS, Kodak Professional Ektar 100

Lumix LX3, tryb slide film

Lumix LX3, tryb slide film

Yashica 635, Ilford HP5+
 Po wykonaniu kilku fotografii i niewielkich problemach z określeniem kierunków w przestrzeni, udałem się do auta i powróciłem do Lublina, pamiętając do tej chwili wrażenie jakie zrobił na mnie ten kirkut. Na pewno jeszcze tam powrócę....


niedziela, 19 lutego 2012

Plener na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim

Jak to już mi weszło w krew, nie ma weekendu żebym chociaż w jeden dzień nie wybrał się na wycieczkę fotograjoznawczą. Tak było i tym razem. Wczoraj (znaczy w sobotę), razem z implicite (Jackiem) i m6nj (Marcinem), wybraliśmy się na pojezierze. Miało być nas znacznie więcej (AniaP, sweetek i fiakier), ale naszym przyjaciołom pokrzyżowało coś plany i ostaliśmy się sami. Wsiedliśmy do mojego toczydełka i wyruszyliśmy w stronę Starego Załucza, pomni opowieści Marcina o opuszczonych chałupach i ich obejściach. Spotkaliśmy kilku tubylców, Pana ze schorowanymi nogami (podwieźliśmy go), właściciela WSKi, którą to chcieliśmy samą uwiecznić na kliszy i ciekawego Pana, który wskazał nam drogę nad jezioro Piaseczno (orientacja w terenie zawodzi kiedy wszystko pokryte jest śniegiem). Poniżej trochę dokumentacji fotograficznej poczynionej przeze mnie. Zdjęcia z jasi i mamusi znajdą się na tym blogu jak złożymy z Marcinem D23HAD i wywołamy swoje błony w nim.


Właściciel czarnej WSKi wraz z pojazdem.

Marcin (m6nj)

Marcin (m6nj)

Marcin (m6nj)
Marcin (m6nj)
Trzech odważnych na jeziorze Piaseczno (dosłownie na, pod nami 2m do dna). Od lewej Marcin (m6nj), Jacek (implicite) i Ja (znaczy dzemski)
rowerzyści najeziorni


Poniżej trochę cyfrowo strzelonych faktur z młockarni MZC-4B:






Oczywiście w najbliższym czasie planujemy następne wyprawy, które oczywiście opiszę na tym blogu.



niedziela, 15 stycznia 2012

Biskupice

Miasteczko Biskupice znajduje się kilka kilometrów za Piaskami. Interesując się pozostałościami dawnych czasów, a zwłaszcza cmentarzami różnych wyznań, znalazłem informację na stronie Wirtualny Sztetl TU o znajdującym się w Biskupicach, zapomnianym kirkucie. W pewne niedzielne październikowe przedpołudnie zapakowałem do plecaka fotograty, garść negatywów i pojechałem poszukiwać wspomnianego miejsca. Dojechałem do Biskupic i oczywiście jak zwykle gps zaczął wariować im bliżej lokalizacji. Dobrze, że miałem ze sobą zdjęcia satelitarne w postaci mapy do TrekBuddy. Dzięki temu dotarłem na niewielki placyk otoczony domami. Jednak po pobieżnym rozejrzeniu się nie znalazłem żadnej dalszej drogi, która wiodłaby na wspomniany kirkut. Po chwili okazało się, że jednak jest wąska ścieżka pomiędzy dwiema posesjami. Była dość mocno skryta w krzakach, przez co nie zauważyłem jej wcześniej. 
Przy ścieżce na kirkut. Yashica 635, Ilford HP5+ wołanie w D76.
Z samego kirkutu pozostało niewiele macew, jednak jego położenie rekompensuje stan jego dewastacji. Otóż, kirkut ten położony jest na wałach dawnego grodziska. Oglądając ten teren można bardzo dokładnie określić miejsce wałów, zapewne umieszczonych na nich murów obronnych, oraz dokładny przebieg fosy opasającej średniowieczny gród. Miejsce nie jest sprzątane i jak widać nikt się nim nie interesuje. Spośród kilku widocznych kamieni, tylko jeden jest czytelny, resztę naruszył dość znacznie ząb czasu.
Yashica 635, Ilford HP5+, wołane w D76.
Yashica 635, Ilford HP5+, wołane w D76
Atmosfera cmentarzy, oraz miejsc w których ginęli i umierali ludzie jest przytłaczająca, jednak coś mnie do nich przyciąga. Może to świadomość kontaktu z tym co przeminęło, świadomość pamięci o ludzich którzy odeszli. Nie wiem. Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu i pewnie jeszcze drugie tyle zajmie mi zrozumienie tego magnetyzmu.

Mamiya C330 PS, Kodak Ektar Pro 100.

Mamiya C330 PS, Kodak Ektar Pro 100.