środa, 7 maja 2025

Kocham Lublin...

 Kocham Lublin. 

Wiedzą to moi znajomi i nie tylko. Przyjechałem tu 32 lata temu studiować i od razu wiedziałem, że chcę tu zostać. To miasto jest piękne, pełne historii. Zwłaszcza w centrum czuć wieki trwania, lata problemów i lata świetności. To miasto działa na ludzi, a niektórych w sobie rozkochuje. Odkąd znów zacząłem fotografować (nadeszła era cyfrowa), lubię włóczyć się po uliczkach Starego Miasta i starych dzielnic, ale też po wąwozach i lasach, które są w obrębie miasta. Miejsca te ciągle się zmieniają. Jedne pięknieją, inne popadają w ruinę. Każde z nich jest na swój sposób piękne, zwłaszcza w oczach fotografa. Dodatkowym atutem Lublina jest to, że nie tylko w nim, ale też wokół niego jest cała masa niesamowitych miejsc. W poście trochę zdjęć z mojego wyjścia na wieczorny spacer po udekorowanym świątecznie mieście, a także z wyjścia późniejszego po zaułkach Starego Miasta. Dodatkowo do niektórych ujęć używałem obiektywu tilt, by uzyskać ciekawy efekt ostrość/nieostrość.




























Trudne powroty... Las Rudki

Jakoś ciężko mi idzie pisanie bloga. Systematyczność kuleje - charakter dość chaotyczny. Od pewnego czasu szlajam się z kolegą po różnych miejscówkach. Robimy zdjęcia. Ot takie bez nadęcia. Fajne wypady, miło spędzony czas i przy okazji nasze hobby, czyli fotografia. Jednym z moich ulubionych miejsc fotograficznych jest Las Rudki. Las ten znajduje się częściowo na terenie Lublina, a częściowo w sąsiadującej gminie Konopnica, a dokładnie miejscowości Krężnica Jara. Od ponad 20 lat jeżdżę tam. Początkowo kompletnie niefotograficznie, ot mieliśmy zajęcia terenowe z naszymi studentami w tym właśnie lesie. Jednak dzięki temu poznałem ten las bardzo dobrze i nie mogłem się nadziwić, że na tak niewielkim terenie znajduje się tyle różnych środowisk. Jest i typowy las sosnowy, i tereny dzikie z przepływającym przez las strumieniem, i ciekawe pagórki z sadzawkami pomiędzy nimi i wreszcie wielkie bagnisko u ujścia rzeki Krężniczanki do Bystrzycy. Jak widzicie, teren to niezwykle różnorodny i piękny. Na dokładkę w samej Krężnicy znajduje się piękny, malowniczo położony kościółek. Lubię tam jeździć na spacery i na fotografowanie. Tak więc na początku stycznia, korzystając z 2 tej zimy opadów śniegu, ponownie się tam udałem. A efekty widać na zdjęciach:


czwartek, 7 października 2021

Ach Biesy moje kochane....

 Z lekkim ;) opóźnieniem, ale w końcu ponownie mogłem pojechać w moje ukochane góry. Piękne połoniny, cudowne lasy, zamglone doliny i wspaniali ludzie. Dopiero od 6 lat jeżdżę w Bieszczady. Można powiedzieć, ze to krótki czas. Jednak miłość do tych gór zrodziła się już wcześniej, a pierwsza w nie wyprawa, pozostawiła część mojego serca w tym "ogonku" Polski. Był to nagły wypad, tylko na 1 noc i wymyślony z dnia na dzień. Na miejscu były roztopy, woda płynęła z gór potokami, a na połoninach zlodzony śnieg był tylko cienką skorupą nad płynącą rzeką. Dobrze, że pojechałem z bieszczadnikiem  Adasiem, bo utknąłbym na połoninie z jedną nogą po pachwinę w dziurze w śniegu, który się pode mną zapadł. Do tego rozwaliłem 8-letnie już wtedy buty f7pro i połamałem statyw do aparatu. No i właśnie, zakochałem się....

Bieszczady najbardziej lubię zimą. Te niby "łatwe" góry latem, zamieniają się w naprawdę ciężkie do przebycia tereny. Mało jest wtedy turystów w samym Parku Narodowym, a to dzięki kompletnemu brakowi stoków narciarskich i innych jarmarcznych turystycznych atrakcji. Jedziesz zimą i wiesz, że spotkasz jedynie podobnych sobie ludzi, kochających to miejsce jak żadne inne na ziemi. 

Jednak tego roku pojechałem latem. Byłem ciekaw jak wyglądają te "moje" góry w tę porę roku. No i nie zawiodłem się. Było pięknie. Trafiłem na cudowną pogodę (poza jednym lekko deszczowym dniem) i wraz z koleżanką przeszliśmy po górach 110 km w 5 dni. Zaczęliśmy od mocnego akcentu, czyli start około 15.00 z Mucznego na Bukowe Berdo, następnie na Tarnicę i z powrotem do Mucznego. Późne wejście jak na połówkę sierpnia, dzięki czemu nie spotkaliśmy na swojej drodze prawie nikogo, a powrót mieliśmy już częściowo po zmierzchu jako ostatni turyści na szlaku. Widoki piękne, a na koniec idący od lewej, jak zasłona, kożuch burzowych chmur z widocznymi rozbłyskami błyskawic.